Ciężko pisać cokolwiek o tym co się stało. Obawa, że napiszę się jedno słowo za dużo albo za mało jest wielka, ale mimo tego trzeba się mierzyć, a przynajmniej próbować, z tak wielką tragedią.
Od wczoraj nie mamy Prezydenta, ostatniego Prezydenta na uchodźstwie, Prezesów IPN, NBP, Rzecznika Praw Obywatelskich, Sztabu Generalnego, posłów, senatorów, członków rządu, ministrów Kancelarii Prezydenta, przedstawicieli Kościołów, oficerów BOR i wielu ludzi, o których po prostu można powiedzieć: byli patriotami.
Zastanawia mnie fakt, że ponownie sprawdza się prawda o docenianiu osób dopiero po ich odejściu. Dotyczy to zwłaszcza osoby prof. Lecha Kaczyńskiego (dopiero teraz w mediach zaczęli go tytułować profesorem, a jest nim przecież od dawna...), który mówiąc najdelikatniej nie miał dobrej opinii publicznej u sporej części społeczeństwa. Śmierć potrafi wszystko zmienić, a wielu ludzi nie przypuszczało, że kilkunastotysięczne tłumy będą gromadzić przed Pałacem Prezydenckim, zostawiając kwiaty i znicze- niezależnie czy jesteś PiSowcem, Platformersem, lewakiem, czerwonym. Żeby daleko nie szukać- ja się nie spodziewałem.
Lech Kaczyński był bez wątpienia postacią kontrowersyjną. Posiadał swój własny system wartości, z którym można było się zgadzać, lub nie. Nie odchodził od pewnych zasad, nie starał się dopasować do opinii ludzi. Często bywał przy tym zbyt szczery- kto wie- ale być może tak mocne trzymanie się własnych wartości kosztuje. W czasach politycznej poprawności nie pasował do idealnego świata gdzie tylko przystojni i wysocy są słuchani i szanowani, a Ci którzy się jąkają są skazani na śmiech.
Nie potrafił iść na kompromisy, nie potrafił przypodobać się wszystkim. Był sobą.
Wszyscy powtarzają, że ogrom tragedii jest do nieogarnięcia, że jest to scenariusz kiepskiego filmu political-fiction. Być może zbyt długo żyliśmy w nowym cudownym świecie, przeświadczeni o końcu wszystkich naszych problemów, ciągłym wzroście- "teraz może być tylko lepiej". Narzekaliśmy, chcieliśmy więcej, bezpardonowo niszczyliśmy każdego, kto miał inne zdanie od nas. W słuszności naszych prawd utrzymywały nas gazety, telewizje, dawały nam paliwa nieustannej wojny, ale nikt nie umiał powiedzieć o co. I nagle, w jednej chwili pytamy się w niepewności, nawet w strachu- co będzie dalej z naszym krajem? Z nami? Nie mamy już Króla. Czy będziemy umieli dorosnąć?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pięknie powiedziane.
OdpowiedzUsuńŚwietny wpis
OdpowiedzUsuń