Czuję smutek nie tylko dlatego, że zginęło 96 osób cennych dla naszej Ojczyzny. Nie tylko dlatego, że nie usłyszę ani nie zobaczę pary prezydenckiej. Czuje smutek bo widzę, że wróciliśmy do naszych wojen.
Podjęto decyzję pochówku Prezydenta i małżonki na Wawelu- zaczeły się komentarze:
"Taki ktoś jak Kaczyński nie ma prawa do Wawelu...", "Jestem przeciwko!!Nie możemy do tego dopuścić! WAWEL NIE DLA KACZYŃSKICH!!" "Zasłużył co najwyżej na Powązki!!!" (niech żyje gradacja) i tym podobne, nie ma sensu tego przytaczać. Zresztą odpowiedzi zwolenników pochówku często są na identycznym poziomie.
Czemu jesteśmy jak dzieci w piaskownicy i sypiemy sobie po oczach piaskiem (kiedyś w przedszkolu mój kolega mi sypnął i bardzo mi oczy szczypały- jakby ktoś się pytał)? Nawet kiedy dzieję się w naszym życiu coś co powinno nas ruszyć, my nadal strzelamy z tych samych okopów i niestety tą samą amunicją. Nic się nie nauczyliśmy?
A jaka zmiana miała w nas nastąpić? Nie chodzi mi o samą dyskusję, bo decyzja jest faktycznie kontrowersyjna i szczerze mówiąc nie popieram jej w pełni (ale to była decyzja rodziny więc tu moja opinia się nie liczy) niemniej nawet w demokracji, gdzie polemika jest podstawą jakieś granice powinny być zachowane. Po katastrofie mniemałem, że wyznaczamy sobie te granice wyżej niż zwykle to czyniliśmy. Chyba byłem głupcem.
Co kolejnego ma się zdarzyć?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz