wtorek, 22 lutego 2011

Czekając na wiosnę

Ostatnio przemieszczając się zmrożonych chodnikach Warszawy odniosłem wrażenie, że ludzie instynktownie czekają na wiosnę. No shit Sherlock- powie ktoś- czy do tego odkrycia skłonił Cię widok koksowników na przystankach, zmarzniętych ludzi w autobusach czy może zapowiedź 10 stopniowego mrozu jutro i pojutrze?

Cóż, to też, ale...

Widzicie, ludzie chcą się zmieniać. Nadchodząca wiosna jest najlepszą okazją dla wielu by dokonać wewnętrznej przemiany, swoistego przepoczwarzeniu się motyla w gąsienicę (albo odwrotnie) i naprawy swojego ja (tak jakby Nowy Rok nie wystarczył). Nadejście wiosny jest traktowane przy tym jako przydatny argument do odkładania ważkich decyzji na później (tzn do wiosny). Przykład: jak przyjdzie wiosna, to w końcu biorę się za tą książkę/pracę magisterską/znalezienie żony. Jak przyjdzie wiosna to zacznę ćwiczyć i będę przerabiać cegły na mączkę pod Australian Open. Jak przyjdzie wiosna... i w ten deseń.

Tak naprawdę, kiedy przyjdzie wiosna, przylecą bociany i inne Boże stworzenia, zakwitną kwiaty oraz drzewa, my wciąż będziemy tkwili w tym samym punkcie.

Czekając na lato.

P.S Niejako przy okazji, znalazłem motto na najbliższy tydzień: "Założyć rodzinę. Myślę, że łatwiej by mi przyszło założyć imperium."

2 komentarze:

  1. AO już było, to pierwszy grand slam sezonu, plus na mączce grane jest tylko French Open... ale tak, możesz mieć rację ;).

    gieoe

    OdpowiedzUsuń
  2. jakże głębokie przemyślenia w tym wpisie ;P

    jarza

    OdpowiedzUsuń