I tak nadeszła ta chwila, która wcześniej czy później by nadeszła: w moje niecne ręce wpadła najnowsza odsłona produktu Blizzarda, długo wyczekiwany (12 lat jeśli się nie mylę) Starcraft II.
Dla nieobeznanych: gra strategiczna, 3 rózne rasy (ten kosmos jest za mały dla nas trojga...) budujemy bazę, budynki, wychodzą jednostki i niszczą bazy, budynki i jednostki. Przeciwnika, nie nasze. Brzmi prosto, a w pierwszą cześć Stara pogrywa pół Korei (bez Ludowo-Demokratycznej) i całkiem spory kawałek zgniłego kapitalistycznego Zachodu. Tym dziwniejsze, że tak długo przyszło nam czekać na sequel. Ale oto jest...
Nie rozdrabniając się, galaktyczne boje rozpocząłem od kampanii. W związku z tym czekało mnie pierwsze wyzwanie: polska wersja językowa (bo zanim ściągnę angielską zdąży spaść śnieg). Pomimo wieeeeeelkich obaw nie jest źle, znaczy się nie jest tragicznie. Lektorzy wokalnie zgrabnie dobrani, nie ma tłumaczenia imion (pozdrawiam Jana Rajnara) i jak na razie tylko parę razy krzywiłem się z powodu zbyt mocnego patosu/przesady w wczuwaniu się w rolę- zdarza się. Niestety, glosy jednostek nie są już tak dobrze dobrane nie mówiąc o ich nazwach- tutaj ktoś powinien być pokarany za inwencję... Piekielniki, karakany, kosiarze śmierci... Chwilami mam wrażenie grania w RPG a nie w RTS ale do największego gówna idzie się przyzwyczaić.
Jako, że nie jestem daleko w kampanii, nie będę zdradzał fabuły, której nie znam, niemniej mogę ujawnić, że nasz ukochany James, dla przyjaciół Jim, Raynor zapija swoje smutki w jakimś planetarnym barze, wyglądając, jak Che Guevara po nieudanej rewolucji. Wydaje się, że jest odstawiony na boczny tor w Wielkiej Rozgrywce o Wszystko, ale do czasu kiedy w lokalu w którym przebywa otworzą się drzwi... I wystarczy- wierzcie mi: Jim mocno namiesza. Nie tylko w szklance.
Co mi się jeszcze spodobało? Małe szczególiki, detale cieszące oko, potrafiące wzbudzić uśmiech nawet na takim martwym obliczu jak moje (vide plakat "Link 4(000))... Zresztą, zobaczycie, zrozumiecie towarzysze. Gameplay o ile było mi dane go poznać jest dość dobrze zbalansowany, z naciskiem na dość, ale doświadczeni gracze z pewnością będą potrafili wygrać bez względu na liczne przekręty (welcome to Kingdom of Cheese...) jakimi będą częstować przeciwnicy. Każda rasa ma swoje małe niespodzianki ale i też słabości. Widać też, że każda rasa w ciągu 4 lat czasu jaki upłynął w świecie SC II poczyniła postępy. Protossi ściągnęli z zakamarków jakieś dzikie machiny z "Wojny Światów", Terranie już nie walczą na składakach (prawie), a Zergowie... tu panowie ostro przypakowali.
Więc wojna.
JIM RAYNOR NEEDS YOU.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz