Milo jest gdy mam gości, mam wtedy wrażenie, że jednak parę osób tam daleko o mnie pamięta.
Udało mi się wczoraj nabyć za 16 zł dwa albumiki z malarstwem Vermeera i Hoppera. Radość- Dla mnie Nighthawks Hoppera zawsze będzie kwintesencją surowego american life w mieście. Samotność i chwytanie ciepła w przyulicznej knajpie...
Dzisiaj metro pachniało kwiaciarnią, a w powietrzu unosił się zapach starannie pielęgnowanej uprzejmości dla płci ładnej a nawet pięknej.
Osoby, które chciałyby jakoś skomentować to co tu wyprawiam: załóżcie sobie sobie gmail i zarejestrujcie się na blogu. Jeśli komuś się nie uda to stawiam piwo.
Jestem brudny, zmęczony i smutny i w dodatku nie powinienem o tym pisać bo strażnicy dyżurnego optymizmu mnie dopadną.
Czas spać...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ohoho, Nighthawks przez prawie pol roku zdobili tapete mojego komputera. Hopper is the shit.
OdpowiedzUsuń