Pytanie zupełnie niepotrzebne bo góry są tam gdzie zawsze- na miejscu. Pytam się raczej: jak bardzo można sprzedać się mamonie by próbować zamienić Tatry w wielki lunapark?
Taki obrazek: Krupówki, odpowiednik Monciaka w Zakopanym, w tle ordynarny pop wydobywający się z dwóch różowych bud zapełnionych maskotkami. 10 metrów dalej- renifery- a jakże żywe, gotowe do zdjęć, ale na jak długo?
Im niżej tym gorzej; mijam sprzedawców oscypków, żelków, sznurowadeł, strzelających kulek, gigantyczne avatary Kubusiów Puchatków, Shreków et censortes. Korowód hałasu i barw.
Najdziwniejsze (a może najsmutniejsze) jest to, że ludziom się to podoba, zatrzymują się by patrzeć- powrót do średniowiecza?
...
Co mnie obchodzą góry i przyległości? Przecież jestem znad morza. Widzicie, przeraża mnie myśl, jak bardzo region który ma swoją własną tożsamość i kulturę przegrał z globalizacją w najgorszym znaczeniu. Przeraża mnie to, że może to dotknąć wszędzie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz